![]() |
Baca rozwodzi się z Gaździną. Odbywa się rozprawa w sądzie. Sędzia pyta się Gazdy: -Powiedzcie Gazdo, dlaczego chcecie się rozwieść z tą Gaździną, przecież żyjecie razem już 20 lat, w czym wam ona zawiniła? Gazda na to odpowiada: -A bo Panie sędzio, ona mi seksualnie nie odpowiada. Na to w końcu sali podnosi się ze swojego miejsca juhas i woła: -Głupoty, Gazdo, gadacie! Całej wsi odpowiada, a wam nie?! ********************** Turysta spał u bacy. Rano bydzi sie i drapie. Widząc to baca pyta: - Coz to panocku, wsiura wos ugryzla? - Nie, w plecy. ********************** Dwóch górali postanowiło sprawdzić ile ludzi jest w knajpie w Żywcu. Uradzili, ze jeden będzie wyrzucał gości a drugi liczy. Tak tez zrobili: Słychać brzęk tłuczonego szkła, okrzyk "O Jezu" a góral liczy: -Roz, Znowu okrzyk i -Dwa W pewnym momencie brzęk i wylatujący mówi: -Teroz nie licz bo to jo. ********************** Wczasowiczka poszła opalać się w góry. A że miejsce wydało się jej wystarczająco odludne - zrzuciła z siebie wszystkie ciuszki, ułożyła na słoneczku i twardo zasnęła. Pobliską percią, której panienka nie zauważyła, przechodził wielce pobożny gazda. Nie mogąc ścierpieć takiego bezeceństwa w biały dzień, niewiele myśląc zdjął z głowy kapelusz i nakrył nim panience miejsce najbardziej wstydliwe. Czasu minęło mało wiele a szedł tą samą drogą stary Jędrzej. Przystanął nad śpiącą, patrzy, i wielce się dziwuje: - Jezu, Jezusicku! Syćko juz w życiu widziołek, ale coby chłopa tak wciongło, ze ino kapelus ostoł, to, przisam Bogu, jesce nie! ********************** Trzej wczasowicze jadąc dorożką umilają sobie czas pogawędką. Rozmowa schodzi na temat żon. - Żeby dać panom obraz mojej małżonki - mówi pierwszy - użyję takiego porównania: żona moja jest jak Rzym. Co prawda leciwa, ale nadal piękna, pełna surowej harmonii, tajemnicza, nie do końca poznana... - Moja żona - powiada drugi - jest jak Wenecja. Też niemłoda, ale wciąż piękna, romantyczna, wilgotna... - Jeżeli już trzymamy się takich porównań - odzywa się trzeci - małżonkę moją porównałbym do miasta Paryż. Ma już swoje lata, ale nadal urodziwa, frywolna, zalotna, pełna humoru... - A wy, gazdo - zwracają się do powożącego górala - macie żonę? - No, mom babe. - Słyszeliście naszą rozmowę? - Słysołek. - No to opowiedzcie nam o swojej połowicy. Do jakiej miejscowości porównalibyście żonę? - A no, panowie, moja baba bedzie jako Murzasichle. - ??? - Bo to wicie, okolica straśnie piykno, ino dziura sakramencko! ********************** Rzecz dzieje się w Nowym Targu. Franek wrócił wcześniej do domu, gdy Józek jeszcze nie zdążył wyjść od jego żony. Ta radzi mu by uciekał przez okno. - Nie wygłupiaj się, nie dość, że jestem nago, to jeszcze pada deszcz! Ale nie było wyjścia. Wyskakuje i widzi, że ulicą biegnie grupa maratończyków. Dołącza do zawodników, a jeden z nich go pyta: - Musicie, panie, być z biednego klubu, bo tak biegacie bez kostiumu? - Nas doftór pedo, ze tak się lepij mięśnie dotleniajom. - A zawsze biegacie z prezerwatywą? - Nie. Ino kiedy pada dysc. ********************** Prosem pani, ja się w pani chyba zakochałem mówi do nauczycielki w Dzianiszu dziesięcioletni Jasio. - Przykro mi Jasiu, ale ja nie lubię dzieci. - A kto lubi! Bedziemy uwazali. ********************** W pierwszy dzień po ślubie wchodzi Franuś do kuchni, gdzie już czekają na niego ze śniadaniem świeżo poślubiona żonka i jej matka. Wali pięścią w stół i mówi: - Teroz to bedzie tak, jak jo bede kcioł! Żona: - O Jezu! Teściowa: - O Jezu! - Jo tu rzondze, jo tu teroz pon! Żona: - O Jezu! Teściowa: - O Jezu! - Piył bede gorzołke kielo bede kcioł i wte kie bede kcioł. Jo tu rzondze, jo tu teroz pon! - O Jezu! - O Jezu! - Do chałupy wracoł bede kie bede kcioł, jo tu teroz pon! - O Jezu! - O Jezu! - Robieł bede wte kie bede kcioł i kielo bede kcioł, jo tu teroz rzondze! - O Jezu! - O Jezu! - Do pościeli broł se bede roz żonke, a roz teściowom! Żona: - O Jezu! Teściowa: - On tu teroz rzondzi! On tu teroz pon!!! ********************** Na hali turystka pyta się bacy: - Co zazwyczaj robią góralscy mężowie po, no wiecie, po odbytym stosunku? - Wicie, pani, 10% od razu zasypia, 10% wychodzi za potrzebom... - A pozostałe 80%? - pyta dalej turystka. -A reśta ubiera się i biere się ku swojej chałupy ********************** Helcia pyta się mamy: - Mamo, jak bedem duza i bedem miała chłopa, to będzie jak Ty z Tatom? - Tak, Helciu. - A kiebyk nie posła za mąz, to bedem takom starom pannom jak ciocia Zosia? - Tak, Helciu. - No to, kruca, fajne perspektywy... ********************** Dwie wczasowiczki "przygadały" sobie w czasie górskiej wycieczki młodych, krzepkich juhasów. A że cała czwórka była młoda i "nie od tego"- zboczyli wkrótce ze ścieżki, by między zaroślami kosodrzewiny dać konkretny upust rozpierającym ich uczuciom. Dziewczyny były "miastowe", uświadomione, żadne więc dzieci nie wchodziły w rachubę. Wręczyły zatem młodzieńcom po prezerwatywie, objaśniając co to takiego i do czego służy. Miło spędzone chwile zakończyły się czułym pożegnaniem i juhasi wrócili do owieczek, każdy na swoją halę. Zajęci codzienną pracą nie spotykali się przez kilka dni. Zetknęli się dopiero po tygodniu. Popatrzyli na siebie, obaj dziwnie wymizerowani, obaj z wypisanym na twarzy ogromnym cierpieniem. - Józuś! - odzywa się pierwszy głosem zbolałym i chrapliwym. - A co, Wawrzuś? - pyta drugi głosem też niewesołym. - Józuś, bardzo ci zalezy na tym, coby te paniynki dzieciów ni miały? - E... Niy, nic mi nie zalezy... - Wiys, mi tyz na tym nie zalezy... - No to jak? - A, miyjmy ik w rzyci! Zdymujymy te gumki!! ********************** Późną nocą wychodzi gazda za potrzebą i wid Józek z Maryną obchodzą sześćdziesiątą piątą rocznicę szczęśliwego, wspólnego pożycia. W którymś momencie uroczystego okolicznościowego przyjęcia Józek pochyla się, wyjmuje z wazy ciężką, posrebrzaną chochlę i znienacka wali nią w głowę siedzącą obok połowicę. - A za coz to, Józuś, za coz !? - Wiys, Maryna, co se przibocem, zek cie wzion bez cnoty, ślak mie trafio! ********************** Para góralska stoi na stopniach kościoła. Panna młoda, zdenerwowana, skubie koronki mankietów, pan młody spokojnie pyka fajeczkę. Odzywają się dzwony, czas wejść do środka. Niestety, góralskie portki nie są wyposażone w kieszenie, palącą się fajkę wcale nie jest tak łatwo zgasić, a wejść z nią do świątyni też nie uchodzi. Niewiele myśląc wrzuca pan młody kłopotliwy przedmiot w zapaskę swojej przyszłej. Stają przed ołtarzem, wychodzi ksiądz i rozpoczyna się ceremonia. Niestety, fajeczka pali się nadal i spod zapaski szczęśliwej oblubienicy zaczynają się wydobywać coraz gęstsze kłęby dymu. Zauważa to któraś z pobożnych kum i z oburzeniem szepce do ucha stojącej obok sąsiadki: - Skaranie boskie, telo roków juz chodzem po świecie, ale coby baba tak sie do chłopa poliła, to jescek nika nie widziała! ********************** Stary Wojciech miał żonę dużo od siebie młodszą. Razu pewnego kazał jej upiec świeżego chleba, a sam wybrał się na jarmark. Żona posłusznie wzięła się do pracy. Zaczęła, jak należy, od wyczyszczenia pieca. Żeby zrobić to dokładnie wsunęła się doń głęboko, tak, że tylko spódnica, opinająca wcale powabny tyłeczek wystawała. W tej to pozycji zastał ją młody listonosz i, niewiele myśląc, skorzystał z okazji. Zanim Józia po wszystkim wygrzebała się z pieca - nikogo w chałupie już nie było. Zadyszana wybiega na podwórze, rozgląda się, ale widzi tylko wieszającą pranie sąsiadkę. - Maciejowo! A nie widzieliście fto to mie przed kfilom tak piyknie wyonacył? - A co, Józia, nie beło cie w izbie? ********************** W wiejskim ośrodku zdrowia gaździna przychodzi do ginekologa: - Panie poradźcie co. Mom juz siedmioro dzieci, a mój chłop to ani się nie zastanowi... - To niech pani kupi mężowi prezerwatywy. - A jako to wygląda? Lekarz wyjmuje z szafki, pokazuje na modelu jak stosować. Po kilku miesiącach gaździna znów przychodzi do lekarza. - Nic nie pomogło. Znowu jestem w ciąży! - A kupiła pani te prezerwatywy? - Mnie tam nie stać na takie wydatki. Sama zrobiłak. Sydełkiem... ********************** - Józuś, chodź! - woła namiętnie Maryna z sypialni. Józek wstaje i zaczyna kręcię się po pokoju. - Chodź warciutko! - No, Maryna, przecie chodzem! - odpowiada Józek. ********************** Młoda para zgłasza się u proboszcza i proszą o jak najszybsze udzielenie ślubu. - Jesteście jeszcze bardzo młodzi - próbuje tłumaczyć ksiądz - Po co się tak spieszyć? Czy rzeczywiście jesteście przygotowani do małżeństwa? - Ba jako! - mówi chłopak - Ja juz kupiłek gorzołke na wesele, a Maryna juz jest w ciąży. ********************** Turysta kocha się z córką gazdy w kuchni. Nagle otwierają się drzwi i wchodzi gazda. Turysta czerwony zaczyna się tłumaczyć: - Widzicie, gazdo, pana córce zrobiło się słabo i musiałem jej podać krople waleriana. - No przecie widzem. Tylko, panocku, schowajciez juz tego waleryjana, bo jesce dzieci wejdom... ********************** Jasiek z Maryśką wracają wieczorem po ciężkiej harówce w polu. Umęczeni wchodzą na podwórze, gdzie natychmiast otacza ich gromada wygłodzonego i umorusanego jak nieboskie stworzenia drobiazgu. Spoglądają na siebie małżonkowie strapionym wzrokiem: - No to jak bedzie, Maryś? Myjemy te stare dzieciska, cy robiymy nowe? ********************** Po wielu latach pożycia Józek zauważył, że jego żona już nie okazuj Młodzi wczasowicze wynajęli kwaterę na piętrze. Wieczorem gazda woła ich na kolację. - Dziękujemy, gazdo, nam starczą tylko owoce miłości. Na drugi dzień na śniadanie i na obiad słyszy gazda taką sama odpowiedź. Przychodzi więc w porze kolacji i mówi: - Zaś wam starcom owoce miełości? - Tak, gazdo, tak - odpowiada prze drzwi zadyszana pani. - Jako fcecie. Ino mi skórków od tyk owoców nie wyrzucajcie bez okno, bo mi się kury krztusom! ********************** U adwokata: - Więc co konkretnie zrobił pani ten mężczyzna? - Kie się wstydzem... - Czy panią molestował? - O, straśnie, panie mecenasie, straśnie mie molestował. - Czy się pani narzucał? - Okropecnie, panie mecenasie, okropecnie się narzucoł. - Czy panią napastował fizycznie? - Napastował mie, napastował, jaze furcało. - Czy zmuszał panią do odbycia aktu seksualnego wbrew pani woli? - Zmusoł, jaze wstyd gadać! - Czy uciekał się do perwersji? - Uciekoł się, cały cas się uciekoł. - To o co go pani chce oskarżyć? - Kie się wstydzem... - O co go pani w końcu oskarża? - No, kie mie już pomolestował, ponarzucoł sie, ponapastował, pozmusoł i sie pouciekoł do perwersyji, to pedzioł mi ze wcale nie fce u mie wynajmować pokoju. ********************** zda wraca wcześniej z pracy i zastaje żonę w łóżku Złowił Jasiek złotą rybkę. Ta, jak zwykle prosi, żeby ją wypuścił, to spełni jego trzy życzenia. - Po pirse - powiada Jasiek - zebyk był okropecnie bogaty! Machnęła rybka ogonkiem i nagle Jasiek przeniósł się do Bahrajnu na stanowisko szejka. Widzi gdzie jest, oblizuje się i mówi: - Teraz wicie co, rybko, dajcie mi ze dwadzieścia zon, ale zeby syćkie były piekne, młode i chętne. Plusk, plusk i jest już Jasiek w haremie, w otoczeniu najpiękniejszych, nagich kobiet. - A teroz jesce spraw rybko, cobyk mioł duzego ptoka, coby ze z tym syćkim poradzieł! - Jak chcesz - powiada rybka i już jej nie ma. W tym momencie zjawia się kelner z pobliskiej restauracji i pyta: - Pan zamawiał indyka? ********************** Józek z kumplami siedzi w karczmie i popija gorzałeckę. Nagle przybiega Jasiek i krzyczy: - Józuś, ty se tu gorzołke pijes, a tam ci Stosek od Mrowców babe piórcy! - A kany? - pyta się spokojnie Józek. - Haw, na deskak przi boisku! - E, to nie moje deski, ino śwagra! ********************** Umarła Staszkowi żona. Straszną zgagą była, mężusia o byle co prała po pysku, do roboty goniła, a o daniu mu choćby paru groszy na gorzałkę to nawet mowy nie było. Ale, że wszystkie te sprawy gasną wobec ostateczności - godnie ją trzeba było pochować. Otoczony rzeszą żałobników klęczy Staszek nad zasypaną już mogiłą i rozpacza: - O moja ty kochanecko! Co jo biydny teroz bez ciebie zrobiem! Hej, kieby to tak mozno beło zrobieć, cobyś sie tak z tyj mogiłki podniesła! Kiebyś tak jesce do mnie wstać mogła! W czasie tych przydługich lamentów jakiś kret, czy też dżdżownica przekopywać przez świeżo skopaną ziemię się zaczęła, poruszając wierzch grobu. Nieutulony w żalu wdowiec zrywa się z klęczek i wrzeszczy: - A lezze, lez spokojnie głupio babo! Zartowołek! ********************** Pojechał Jędrek do Francji na zarobek. Po powrocie, jak to należy, sprosił znajomków na "posiady" przy paru flaszeczkach czegoś mocniejszego. Koledzy, ciekawi Jędrkowych wrażeń z pobytu pytają: - Jędruś, fajnie beło w ty Francyji? - A, fajnie. - A baby to jakie tam som? - A, fajne. - A ni miołeś jakich kłopotów z językiem? - Ino na pocontku, potem sie przizwycaiłek... ********************** Kaśka już się przyzwyczaiła do tego, że jak jej chłop wracał przynapity - nie wolno było w niczym mu się sprzeciwiać, bo kończyło się to wielkim laniem. Wraca Jędruś przynapity bardziej niż zwykle i już od progu widać było, że zrobi wszystko, by powód do bicia znaleźć: - Kaśka! Właź pod stół! Włazi kobiecina posłusznie pod stół. - Scekoj! - Jędruś, co ty! - Scekoj, bo jo ci tu zaroz... Zaczyna więc Kaśka spod stołu ujadać, a Jędruś radośnie do lania się bierze wołając: - Ty psiokrwio! Na swojego scekos!? ********************** Siedzą dwie Góralki na plocie i plotkują, plotkują po czym jedna mówi do drogiej: - Oj Maryna cza mi Cię będzie pożegnać, widzę idzie Franek z kwiatami trza mu będzie dupy dać! - A co to u was flakona ni ma? ********************** Przyszedł baca do spowiedzi. - Proszę księdza, zgrzeszyłem... -Jak synu? -Szedłem sobie przez łąki i widzę piękną damę. Podkradłem się, przewróciłem Ją, no i długo kopulowaliśmy. -To wielki grzech synu. -To jeszcze nic, na to wszystko patrzyli jej rodzice, bracia, siostry, ciotki, wujowie, kuzynostwo i sąsiedzi. -Jak to? I nic nie powiedzieli! - pyta ksiądz. -Powiedzieli: Beeeeeeeeee... ********************** Nad Morskim okiem siedzi baca. Przechodzący turyści pozdrawiają go i pytają: - Co tu robicie? - Łowie pstrągi. -Przecież nie macie wędki. -Pstrągi łowi się na lusterko. - W jaki sposób? -To moja tajemnica. Ale jeśli dostane flaszke, to ją wam zdradze. Turyści wrócili do schroniska, kupili butelke wódki i zanieśli ją bacy. On tłumaczy... -Wkładam lusterko do wody, a kiedy pstrąg podpływa i zaczyna się przeglądać to ja go kamieniem i już jest mój... - Ciekawe... A ile już tych pstrągów złowiliście? -Jeszcze ani jednego, ale mam z pięć flaszek dziennie... ********************** Wchodzi Baca do sklepu i nie patrząc na ludzi stojących w kolejce podchodzi do lady! W tem odzywa się baba: -Ej Baco - stońcie se na końcu! A Baca na to - jakzeście som tacy mądrzy Gazdzino to stońcie se na cyckach! ********************** Pewnego wieczora zastukali do bacy turysci, w celu przenocowania. Baca ich ugoscil, ulokowal w izbie tuz obok spizarni. Turysci przed snem jeszcze pojedli i popili. W nocy jednemu z nich zachcialo sie kupe. Nie bardzo wiedzial, gdzie ma isc, a ze bardzo mu sie chcialo, odkrecil sloik w spizarni i sie tam skupil. Rano gosciom zrobilo sie troche glupio, wiec na palcach wymkneli sie w gory. Wracaja wieczorem speszeni i zaczynaja bace przepraszac: - Wiecie, baco, ciemno bylo, nie wiedzielismy gdzie tu macie toalete no i ... kolega zrobil kupe do sloika. Na to wtraca sie syn bacy: - No widza ojciec? A jak zem wam godol, ze konfitury gownem smierdza, toscie kazali nie marudzic! ********************** Turysci poszli sobie w gory. Po pewnym czasie znalezli studnie. Chcac sprawdzic, czy jest w niej woda, wrzucili do niej maly kamyczek. Nasluchuja, a tam nic. No nic, pomysleli, wrzucimy wiekszy kamien. Przyniesli jakiegos wielkiego kamola, wrzucili, a tam dalej nic. Zobaczyli szyne kolejowa. - Jak to wrzucimy, to na pewno bedzie slychac. Wspolnym wysilkiem przytachali te szyne i wrzucili ja do studni. Nagle widza barana, ktory biegnie przez pole dupa do przodu i wpada do studni. Zdziwieni patrza w glab studni, gdy podchodzi do nich baca: - Panocki, a nie widzieli wy mojego barana? - No, przed chwila widzielismy go jak biegl przez pole i wskoczyl do studni. Baca zdziwiony kreci glowa i mowi: - Jakze mogl mi uciec, jak byl do szyny przywiazany... ********************** Goral skarzy w sadzie Anglika: - Nazwal mnie h***m! - A moze o powiedzial "dzien dobry" po angielsku: "How do you do?" - A moze... - To co, ugoda? - Dooobra... Wychodzi z sadu i mysli: "How do you do?" ale dlaczego powiedzial: "zlamany"? ********************** Ida Antek i Francek przez las. Zobaczyli kamien, na ktorym bylo napisane: "Jesli mocie ludzkie serce, to mnie obroccie..." Nasapali sie wiec porzadnie, a zas na drugiej stronie bylo napisane: "Piknie wom dziekuje, bo mi sie bok odlezol..." ********************** Komisja w Poroninie pyta gorala, czy znal Lenina. - Powiedzcie gazdo czy znaliscie wodza rewolucji? - Ni, ale uratowolek mu zycie. - !???!! Jak to uratowaliscie mu zycie? - Ano ide jo rano, na gran, a tu jakisik panocek siedzi na pienku nad przepascia i cosik pisze. Wracom pode wiecor i ten som panocek siedzi i cosik rysuje. - No to w jaki sposob uratowaliscie zycie Leninowi. - Ano przeca, moglek go zepchnonc w ta przepasc, ale nie zepchnalem ... no i tak uratowolek mu zycie. ********************** - Baco napisaliscie donos! - Ni, do wos nie pisolem. ********************** Przyjechal baca do Ameryki i okradl bank. Siada w rowie przydroznym, wyciaga z worka pieniadze i zaczyna liczyc. Nagle zjawia sie przy nim amerykanski funkcjonariusz i pokazujac swa sluzbowa odznake mowi: - Police! Na to baca: - Dziekuje, panocku, sam se police. ********************** - Wojtek, wyscie taki mondrala, wsytko prawie wiycie, to powiydzcie wiela jest prowd? Gazda na to: - Jo znom jino trzy. Piyrso to swiynto prowda, drugo tyz prowda, i trzecio gowno prowda. ********************** Rozmawiaja dwie gazdziny o swoich dzieciach. Jedna z nich sie chwali: - A moj Jasiek to teroz studyjuje w takim uniwersytecie, co to sie tak jakos nazywo: ugryz - nie, nie ugryz!... uzarl - nie, nie uzarl... A! juz wim! UJOT! ********************** Bacowa budzi swojego meza w srodku nocy. - Antos, pchla mi chodzi po plecach, zlap ja i zabij. - Zapal swiatlo - doradza zaspany baca. - Jak cie zobaczy, to sama zdechnie ze strachu. ********************** Na ostry dyzur przywoza gorala ciezko pobitego, a ten na noszach zwija sie ze smiechu. Lekarz pyta: - I z czego sie pan tak smieje? Szczeka zlamana, cztery zebra tez, oko wybite? Goral na to: - Ja to nic ale Jontek ma dzisiaj noc poslubna a ja mam jego jaja w kieszeni! ********************** Juhas widzi bace prowadzacego duze stado owiec. - Dokad je prowadzicie? - Do domu. Bede je hodowal. - Przecie nie macie obory, ani zagrody! Gdzie bedziecie je trzymac? - W mojej izbie. - Toz to straszny smrod. - Coz, beda sie musialy przyzwyczaic. ********************** Goral stanal przed sadem oskarzony o pobicie. - Oskarzony twierdzi, ze uderzyl poszkodowanego jeden raz zwinieta gazeta? - Ano tak - zgadza sie goral. - I od tego ciosu gazeta poszkodowany doznal wstrzasu mozgu? - Skoro tak dochtor powiedzial... - W takim razie co bylo w gazecie? - Nie wiem, nie czytalem. ********************** Jedzie gazda z gazdzina furmanka. Nagle niebo sie zachmurzylo, rozszalala sie burza. Znienacka 20 metrow przed furmanka uderzyl piorun. A gazda patrzy w niebo, palec podnosi i mowi: - Nooooooo... Jada dalej. Po chwili nastepny piorun uderzyl 5 metrow za furmanka. Gazda znow podnosi palec i mowi: - Noooooooooooooo... Znowu jada dalej. Nagle kolejny piorun uderza w gazdzine jadaca na furmance, a gazda zadowolony: - No!!! ********************** Przyjechal turysta w gory. Nocuje u bacy. Rano baca pyta: - Czy wy w nocy nic ze soba nie robicie, ze sie swiatlo caly czas pali?... - Baco, przy swietle to dopiero przyjemnosc! Na drugi dzien turysta pyta bace: - No i jak, lepiej przy swietle? - Lepiej, lepiej - i ile dzieci mialy uciechy! ********************** Idzie dwoch bacow kolo sklepu spozywczego... - Baco! Wiejmy stad ino zywo !!! - A czemuz to !? - Bo tu pisza "Dzemy jaja !!!' ********************** Podczas wizyty prezydent USA zwiedza z Gierkiem Zakopane. Nagle slysza krzyk i placz kobiety. Patrza - a gazda za chalupa grzmoci zone. Prezydent pyta go dlaczego tak sie zneca nad kobieta. Gazda mowi: - Chciala miec fiata - kupilem. Chciala mercedesa - kupilem. Ale teraz jej sie helikopterem zachcialo latac. Nie kupie, bo tu gory i jeszcze mi sie baba zabije! Prezydent pokiwal ze zrozumieniem, ale Gierek wzial gazde na strone i pyta: - Gazdo, a tak naprawde o co poszlo? - Przeca nie powiem obcemu, ze mi bzdziagwa bony na cukier zgubila. ********************** Pytaja bace: - Czy te trzy dziewczynki sa twoimi corkami ? Baca: - No. - Ale one urodzily sie tego samego dnia ?! - No... - ... w odstepach pietnastominutowych !!! - No to co ?! Ja mom rower ... ********************** - Staro, obrocilabys sie ku mnie. - Kces mnie, moj chlopecku ? - Nie, ino puscos bąki ********************** Do "Pewex"-u przyszedl z wiaderkiem goral: - Pani, han co to za flaska ? - Francuski koniak. - Loc! - Prosze bardzo. - A hanta flasysia piykno mi sie widzi. - To jest najlepsze wino portugalskie 'Porto'. - Loc. A hanta ? - Polski spirytus. - Duzo loc. Za to sycko kielo placem ? - Dwiescie piecdziesiat dolarow. - Wyloc! ********************** Baca byl swiadkiem wypadku samochodowego, poldek walnal w drzewo. Przesluchuje go gliniarz: - Baco jak to bylo? Na to baca: - Panocku widzicie to drzewo? - Widze. - A oni nie widzieli... ********************** - Baco, czy pokazecie nam Giewont? - pytaja turysci. - Jo. Widzita ta pierwsza gorka? - Tak. - To nie je Giewont. A widzita ta druga gorka? - Tak. - To tyz nie je Giewont. A widzita ta trzecia gorka? - Nie. - To je Giewont. ********************** Ten sam turysta w nastepne wakacje zachodzi w deszczu do bacowki, baca goscinnie czestuje go goraca strawa, turysta zajadajac spostrzega ze do talerza leci mu z gory woda... - Baco dach ci przecieka. - Wim... - To dlaczego nie naprawisz ?? - Ni moge, przeciez deszcz pada. - To dlaczego nie naprawisz kiedy nie pada ?? - A bo wtedy nie cieknie... ********************** W gorskiej chacie pod Gubalowka wielka uroczystosc - Jan Gasienica konczy sto lat. Zjechali sie reporterzy, naczelnik miasta, wreczono medal i dyplom. Wszyscy, trzesacego sie ze starosci pomarszczonego Gasienice, pytaja jak dozyl tak sedziwego wieku. - Zwyczajnie, nie pilech, nie palilech, za dziewkami nie gonilech... W tym momencie przerywa mu straszny halas. - Nie przejmujta sie - mowi Gasienica - to tylko moj starszy brat, cala noc pil gorzale, to mu sie chce teraz za dup*mi ganiac. ********************** - Czy to prawda baco, ze tutejsi ludzie nie lubia przybyszow z nizin? - pyta turysta gorala. - A bo ja to wim... Widzicie panocku ten cmyntoz? - Widze... - Tu leza ci, co przysli na zabawe bez zaprosenia... ********************** Sprawa w sadzie. Sedzia pyta oskarzonego - gorala: - Zawod? - Mechooptyk. - Co? - Mechooptyk! - A co pan robi? - Optykam chalupy mchem.... ********************** Zapisuja bace do Partii. Sprawdzaja zyciorys. - No a jak to bylo po wojnie? Byliscie w jakiejs bandzie? - Ni, ta bydzie pirsa. ********************** Przychodzi turysta do bacy i pyta: - Baco, macie jakis pokoj do wynajecia? - Mom. - Za ile? - Dwiscie. - Baco! Za tyle? To bardzo drogo! - Panocku ale tu jest piknie. - No dobra baco, ale musi tu byc spokoj i zadnych dzieci. - Tu nimo zadnych dzieci. Turysta idzie spac. Rano o godz. 5 - rumor, wrzask, z poddasza wypada czereda dzieci. Wrzeszcza, wywracaja meble itp. Turysta zwleka sie z wyra (przekrwione oczy itp.) i zaspanym glosem mowi do bacy: - Baco, baco, tu nie mialo byc zadnych dzieci! - Dzieci? To sa skurwysyny nie dzieci! ********************** Idzie turysta po szlaku i nagle slyszy: - Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!!! Biegnie, patrzy a tu baca siedzi na pienku, obok wbita siekiera i: - Lo Jezu, Jezu, Jezu! Turysta: Baco! Baco co wam sie stalo?! Baca: Mnie? Nic. Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu!!! T: A moze komus w waszej rodzinie? B: Mojej? Ni. Lo Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!! T: No to co tak lamentujecie? B: Lo Jezu, jak mi sie robic nie chce! ********************** Zapisuja bace do spoldzielni produkcyjnej. - Dacie krowe do spoldzielni? - Dom. - Dacie konia do spoldzielni? - Dom. - Dacie owce do spoldzielni? - Nie dom. - Dlaczego? - Bo mom. ********************** - Baco, czy mozna tu gdzies kupic czesci zamienne do samochodu ? - Zaraz za wioska jest ostry zakret nad urwiskiem, a czesci leza na dole... ********************** Nad Morskim okiem siedzi stary gazda. Przechodzacy turysci pozdrawiaja go i pytaja: - Co tu robicie? - Lowie pstragi. - Przeciez nie macie wedki. - Pstragi lowi sie na lusterko. - W jaki sposob? - To moja tajemnica. Ale jesli dostane flaszke, to ja wam zdradze. Turysci wrocili do schroniska, kupili butelke wodki i zaniesli ja gazdzie. On tlumaczy... - Wkladam lusterko do wody, a kiedy pstrag podplywa i zaczyna sie przegladac to ja go kamieniem i juz jest moj... - Ciekawe... A ile juz tych pstragow zlowiliscie? - Jeszcze ani jednego, ale mam z piec flaszek dziennie... ********************** Goral wraca z dwuletniej sluzby w wojsku. Zona Jagna ciagnie go zaraz do sypialni. On sprzeciwia sie i wyprowadza ja na spacer. - Widzisz Jagna to piekne blekitne niebo? - No widze! Chodz do sypialni. - A widzisz te piekne wzgorza? - Widze, no chodz juz! - A widzisz te piekne laki? - No widze widze! No chodz do ... - No to patrz i patrz, bo teraz bedziesz przez miesiac ino sufit ogladala. ********************** Placze zgwalcona Maryna, podchodzi baca: - Czemu placzesz Maryna? - Oj zgwalcili mnie zgwalcili! - A o pomoc wolalas? - Oj wolalam wolalam! - I nikt nie przyszedl? - Nikt nie przyszedl! - A ku wsi wolalas? - Oj wolalam wolalam! - I nikt nie przyszedl? - Nikt nie przyszedl! - A ku halom wolalas? - Oj wolalam wolalam! - I nikt nie przyszedl? - Nikt nie przyszedl! - A ku wierchom wolalas? - Oj wolalam wolalam! - I nikt nie przyszedl? - Nikt nie przyszedl! - A ku lasowi wolalas? - Oj wolalam wolalam! - I nikt nie przyszedl? - Nikt nie przyszedl! - Nikt nie przyszedl? - Nikt, nikt nie przyszedl! - To i ja sobie ulze! ********************** Na drodze z Koscieliska do Zakopanego stoi goral i lapie okazje. Zatrzymuje sie jakies auto, baca wyciaga ciupage, i rzecze do kierowcy: - Lonanizuj sie pan! Oslupialy kierowca poslusznie acz niechetnie posluchal rozkazu bacy, gdy skonczyl uslyszal znow te sama komende: - Lonanizuj sie pan! Coz ... wyboru wielkiego nie mial. Nie mial tez wyboru gdy uslyszal kolejna komende: - Lonanizuj sie pan! Gdy skonczyl baca znow to samo: - Lonanizuj sie pan! Probowal tedy biedny turysta po raz kolejny ale nic z tego nie wychodzilo, glos bacy naglil jednak nieublaganie: - Lonanizuj sie pan! - Lonanizuj sie pan! - Lonanizuj sie pan! I kiedy baca juz widzial, ze kierowca nie da juz naprawde rady spokojnym glosem rzekl do stojacej obok gazdziny: - Siadaj Maryna, pan cie do Zakopanego zawiezie! ********************** Siedzi baca na przyzbie, podchodzi turysta: - Co robicie baco? - A tak sobie siedze i mysle. - A to wy zawsze tak ? - Nie, ino jak mam czas. - A jak nie macie czasu ? - To sobie ino siedze. ********************** Przychodzi baca do kolegi chirurga i mowi: - Wiesz Kazik pomoz, mam brzydka zone! Wez ty jej zrob jakas operacje! - Ja nie dam rady, ale pogadam z doktorami w Krakowie moze sie da, ale to bedzie kosztowac z jakies dziesiec tysiecy. Spotykaja sie po dwoch tygodniach. Mowi lekarz Kazik: - Tak jak mowilem, da sie zalatwic, ino dziesiec patykow przynies. - A wiesz Kazik, juz nie trzeba, gajowy zgodzil sie za piec stowek odstrzelic. ********************** Autostopowiczka zatrzymuje samochod na drodze z Poronina do Zakopanego. Samochod zjezdza na pobocze i szofer odkreca okienko. Autostopowiczka wsadza glowe do srodka, a wtedy kierowca podkreca szybko okienko, wychodzi druga strona, zadziera kiecke i rznie rzeczona autostopowiczke, poczem odkreca okienko i odjezdza. Wtedy zza drzewa wychodzi goral i rzecze: - Auto, jak auto, ale takie drzwi to se musze kupic. ********************** Siedza dwie Goralki na plocie i plotkuja, plotkuja po czym jedna mowi do drogiej : - Oj Maryna trza mi cie bedzie pozegnac, widze idzie Franek z kwiatami trza mu bedzie dupy dac! - A co to u was flakona ni ma? ********************** Pewnemu bacy szesc razy spalila sie bacowka. Piec razy ja odbudowywal, ale za szostym razem juz sie zalamal. Stanal nad resztkami domu, podniosl glowe i wola do nieba: - Panie Boze! Za jakie grzechy ?! Na to glos z nieba: - Oj nie za zadne grzechy, nie za grzechy. Tylko cosik ja cie chyba Jozek nie lubie... ********************** Obchodzona byla wlasnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). Znalezli tedy i bace starego z Poronina, co to Lenina pamietal, i poprosili go, co by opowiedzial im cos o spotkaniu z Leninem, jaki to Lenin byl mily, i dobroduszny. Siad tedy Baca na rogu chalupy, i powiada: Pamietam byla wiosna, topnialy sniegi, swiecilo slicznie sloneczko. Towarzysz Lenin postanowil sie ogolic. Wyszedl tedy na ganek z miednica, mydlem pedzlem. Ledwo sobie namydlil pysk podbiegl do niego maly chlopczyk. Popatrzyl na towarzysza Lenina i zawolal : " Towarzyszu Lenin, lysiejecie ! ". Towarzysz Lenin usmiechnal sie, ... a mogl przypierdolic ! ********************** Dwoch juhasow znalazlo jeza i kloca sie o nazwe tego zwierzaka: - To je iglok ! - To je spilok ! Przechodzil tamtedy stary baca i uslyszal sprzeczke. Podszedl i zawyrokowal: - To nie je ani iglok, ani spilok. To je kolcok ! ********************** Pewien turysta zabladzil w gorach, tracil juz nadzieje, gdy zobaczyl jakies swiatla, a dalej goralska chalupe. "Jestem uratowany - zaplace im - dadza mi cos zjesc, napoja mnie, przenocuja.." - pomyslal turysta i wszedl do srodka. Patrzy na zapiecku leza nieruchomo Bacowa i Baca. - "Dobry wieczor, zabladzilem, jestem glodny, chce mi sie pic, zaplace wam" - powiedzial urysta. ...CISZA - "Chcialbym cos zjesc - jestem glodny" - powtorzyl. ...CISZA Zdegustowany brakiem reakcji Bacy i Bacowej, wzial to co lezalo na stole i zjadl. - "CHCIALBYM SIE CZEGOS NAPIC" - powiedzial, juz zdenerwowany, turysta. Gdy po raz kolejny odpowiedziala mu cisza - wypil co bylo na stole, przelecial Bacowa i wychodzac rzekl "Co za popieprzeni ludzie!". W bacowce ciagle CISZA, gdy w pewnym momencie Bacowa nie wytrzymala i kichnela. Baca na to: "Przegralas - gasisz swiatlo" ********************** Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taka cholere jak wy, tyz mom. ********************** Wywiad z baca: - Baco, jak wyglada wasz dzien pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciagam flaszke i pije... - Baco, ten wywiad beda czytac dzieci. Zamiast flaszka mowcie ksiazka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciagam ksiazke i czytam. W poludnie przychodzi Jedrek ze swoja ksiazka i razem czytamy jego ksiazke. Popoludniu idziemy do ksiegarni i kupujemy dwie ksiazki, ktore czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rekopisy. ********************** Dwoch gorali: maly i duzy sikaja na mur. Maly strasnie mrugo ocami. Widzac to drugi pyto: - Co tak mrugos? - Bo mi do ocu prysko! ********************** Goral przyprowadzil swoja zone bedaca w ciazy na badania okresowe. Lekarz zbadal gazdzine, przyjal honorarium, pozegnal. Do gabinetu wchodzi maz i pyta o zdrowie zony. Lekarz odpowiada: - No coz, u waszej zony jest ciaza pozamaciczna. Chlop zbladl i nerwowo siega po portfel. - Nie trzeba, gazdo, zona juz placila. - Panie doktorze, macie tu 100 tysiecy, i nie mowcie nikomu, ze pozamaciczna, bo jeszcze chlopy mnie wysmieja, zem nie trafil tam, gdzie trzeba. |